Pierwsza odpowiedź, jaka nasuwa mi się na myśl – na szczęście nie z nikąd. Drogę w kierunku pracy z klientem rozpoczęłam w 2011, kiedy w październiku dołączyłam do innych marzycieli i rozpoczęłam studia psychologiczne. Uniwersytet Marii Curie – Skłodowskiej powitał mnie z otwartymi rękoma i do samego końca był miejscem, w którym czułam się dobrze.

Rozdzielanie włosa na czworo charakteryzowało mnie pewnie odkąd nauczyłam się mówić. Potem przyszło chwilowe zwątpienie, bo myślałam, że trzeba koniecznie zdawać biologię na maturze, ale gdy okazało się, że historia też będzie okej, w zasadzie lista kierunków stała się shortlistą.

Studia – od 2011 do (zawsze)

Studia przebrnęłam bez szwanku, choć pewnie mocno je wybielam i gdybym sięgnęła do dzienników z tamtego okresu poczytałabym o wielkich dramatach i problemach. Na dziś jednak uważam, że UMCS zapewnił mi gruntowną wiedzę, z którą mogłam iść w świat bez wstydu.

Szybko się jednak okazało, że studia studiami, ale te 5 lat to za mało. Psychologia bardziej przypomina formalnie ścieżkę kształcenia Prawników, czyli prawnik może być prawnikiem po 5 latach nauki, ale najlepiej jakby poszedł na aplikację. Psycholog też może być psychologiem, ale najlepiej to jakby skończył szkołę psychoterapii albo Studium Terapii Uzależnień, albo (…). Tu można wpisać szereg różnych rzeczy, które „warto skończyć”.

I tak to się właśnie zaczęło i nie skończy pewnie dopóki będę żyła 🙂


Kierunek praca

Studia skończyłam w 2016 roku, pracowałam później jako Trener Zatrudnienia Wspieranego przy projektach unijnych. Pomagaliśmy osobom wykluczonym społecznie zdobyć kwalifikacje, staż i pracę. To była niezła szkoła życia, bo finalnie zostałam koordynatorem takich projektów. Doświadczenia nie do podrobienia. Głównie takie życiowe, z ogarnięcia, które wykorzystuje do dzisiaj, ale do takiej formuły już bym pewnie nie wróciła.

Kolejny przystanek – HR. To dopiero była praca marzeń. Trafiłam do PZL-Świdnik, firmy z kilkudziesięcioletnią tradycją, która produkowała śmigłowce. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z żadną techniką. Pochodzę z rodziny humanistów, a rysunek techniczny to miałam w podstawówce. Taki do rysowania ładnych literek twardym ołówkiem. Tam znów uczyłam się „wszystkiego”. Prowadziłam procesy rekrutacyjne od A do Z, w zasadzie na każde możliwe stanowisko. Uczyłam się co to znaczy robić duży biznes, co to jest zarządzanie procesem i jakie są zależności pomiędzy poszczególnymi działami. Nauczyłam się też m.in. dlaczego najpierw musimy wiedzieć PO CO coś robimy i KTO ma z tego skorzystać, a dopiero potem JAK to należy zrobić.

TSR, czyli wracam na tory

A potem trafiłam na szkolenie TSR – Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach i tak naprawdę – dopiero się zaczęło 🙂 Okazało się, że doświadczenie z rekrutacji mogę świetnie wykorzystać w technikach pomocowych. Umiejętność zadawania kandydatom odpowiednich pytań spinało się z podejściem TSR – możesz pytać o co chcesz, ale zawsze musisz wiedzieć po co zadajesz to pytanie. Byłam zachwycona, bo okazało się, że te kilka lat wcale nie były oddalaniem się od moich marzeń, czyli pracy pomocowej.

SPPIK

Następnie rozpoczęłam Studium Pomocy i Interwencji Kryzysowej w Warszawie. Tam pierwszy raz przestałam się bać „występować” przed innymi, choć mam za sobą dwa stopnie szkoły muzycznej i wydawało mi się, że się nie wstydzę. Jednak każdy szkolący się psycholog wie, co to „scenki” i rozumie strach przed wyjściem na środek. SPPIK pokazał mi jednak (a dokładnie Bożena Słomińska – serdecznie pozdrawiam, gdyby to Pani kiedyś przeczytała) – że scenka to nie jest popis terapeuty. Mamy się skupiać na tym, co pomaga klientowi, a co mu utrudnia skorzystanie z pomocy. To na pewno był przełomowy moment w moim myśleniu o sobie, jak o o psychologu.

LuxMed

Dostałam pierwszą pracę jako psycholog – przyjmowałam pacjentów w Luxmed. To był świetny czas sprawdzania się w nowej roli, zdobywania zaufania osób w potrzebie. Profil pacjenta był przeróżny, co także dawało mi szersze pole do popisu. Tam po raz pierwszy zetknęłam się z syndromem wypalenia zawodowego, depresją, zaburzeniami lękowymi.

Równolegle nadal działałam w biznesie. PZL-Świdnik zamieniłam na Vistrę Corporate Services. Tam rekrutowałam i wgryzałam się w świat korporacyjnego outsourcingu. Dodatkowo nauczyłam się pracować 100% w języku angielskim i 100% zdalnie. To pierwsze szło mi lepiej niż drugie, bo pomimo pewnego poziomu kontrolowanej introwersji, jestem zwierzęciem stadnym i zamknięcie się w domu nie było dla mnie korzystnym rozwiązaniem. Razem z pracą zmieniłam również miejsce zamieszkania – pożegnałam się z Lublinem i zadomowiłam się w Łodzi.

Top zmiana – jestem psychologiem

Po prawie 10 latach od zakończenia studiów wreszcie mam pieczątkę psychologa. W maju ubiegłego roku rozpoczęłam pracę w Wojewódzkiej Komendzie Policji w Łodzi. Jestem psychologiem, który świadczy usługi psychologiczne dla funkcjonariuszy i pracowników policji, badam kandydatów do służby, prowadzę też szkolenia. Wreszcie mam zakres zadań, który na maksa mi odpowiada. Równolegle pracuję też w Centrum Terapii i Rozwoju, gdzie przyjmuję klientów indywidualnych i pary, a ostatnio również prywatnie, online, umawiam się z przyszłymi nowożeńcami na konsultacje przedślubne.

Co w takim razie z wiedzą?

Aktualizuję ją non stop. Jestem na trzecim roku 5-letniego szkolenia psychoterapeutycznego „Psychoterapia indywidualna i terapia rodzin ze szczególnym uwzględnieniem problematyki okresu adolescencji” organizowanego przez Krakowską Fundację Rozwoju Psychoterapii im. Profesor Marii Orwid. Taka szkoła to minimum jeden zjazd w miesiącu, chociaż często są dwa (bardzo często). Pracuję również pod stałą superwizją. Odbyłam też swoją własną psychoterapię i stale szukam sposobów na stawanie się coraz lepszym psychologiem.


Mam nadzieję, że jeśli szukasz specjalisty i zależy Ci na tym, żeby poznać odpowiedź na pytanie „skąd ona się wzięła w gabinecie?”, ten post przybliży Ci trochę moją sylwetkę. Pamiętaj, że zawsze masz prawo zapytać swojego psychologa o to, jakie ma wykształcenie i gdzie nauczył się wykonywać swoją pracę.

KrukPsycholog
Z troską o to, co dzieje się w Twojej głowie.

Drogi czytelniku,
Grafiki, które widzisz w moich postach pomaga generować mi sztuczna inteligencja. Dzięki temu oszczędzam czas i przelewam na rysunek swoje pomysły. Uprzedzam jednak wszelkie pytania – teksty, które czytasz są w pełni moimi tekstami.

Dzięki, że jesteś!

Jedna odpowiedź na “Skąd się wzięłam w gabinecie?”

  1. Awatar Lucy
    Lucy

    Długa i momentami trudna droga, ale wspaniale widzieć, jak z każdego doświadczenia wyciskasz soki i bierzesz je ze sobą w dalszą podróż 🙂 trzymam kciuki za kolejne etapy kariery 💜

Dodaj komentarz

Jestem Ola,

Zapraszam Cię do mojego świata, w którym łączę wiele pasji. Rozmawiam z ludźmi, poznaję ich historie, a następnie pomagam im odnaleźć spokój, równowagę i satysfakcję w codziennym życiu. Nie raz doświadczyłam na swojej skórze, że każdy trudny moment może stać się początkiem nowego, a tutaj skupiam się na tych małych cząstkach, które potwierdzają, że dobrostan może być na wyciągnięcie naszej ręki.

Złapmy się w sieci